Ratunek dla suchej skóry – mleczko do ciała Melisa

Hej!

Letnie zmagania z przesuszoną od słońca skórą mogą nieźle dać się we znaki. Mimo, że zawsze wychodzę z domu wysmarowana filtrem od stóp do głów i nie noszę choćby najmniejszych śladów opalenizny, problem suchej, szorstkiej skóry i mnie nie ominął. Wybawieniem okazał się kosmetyk kupiony przypadkiem za niecałe 8 zł, ale wart o wiele więcej 😉

Mleczko do ciała Melisa kupiłam w Drogerii Natura. Estetyczne, „czyste” opakowanie mieszczące 200 ml kosmetyku zostało zaopatrzone w wygodną pompkę, która nie dość, że dozuje optymalną ilość kosmetyku, to posiada także blokadę, dzięki której bez obaw możemy wrzucić balsam do torebki.

Mleczko do ciała Melisa

Mleczko do ciała Melisa

Konsystencja mleczka jest lekka, gęsta, ale nie zbita, dzięki czemu bardzo dobrze się je rozprowadza. Zapach? Delikatny i przyjemny, dość typowy dla kosmetyków do pielęgnacji ciała. Największym plusem jeśli chodzi o „fizyczną” stronę Melisy okazało się jednak ekspresowe wchłanianie – już po 2 minutach film przestaje być wyczuwalny na skórze, pozostaje jedynie uczucie nawilżenia i wygładzenia.

Wystarczy szybkie spojrzenie na skład mleczka i już wiadomo, że nawilżać będzie nieźle: zawiera sporo emolientów, w tym masło karite i olej z makadamii, oraz trochę humektantów. Wyciąg z zielonej herbaty i melisy działają natomiast łagodząco, co przydaje się zwłaszcza o tej porze roku.

mleczko melisa

Na początku użytkowania Melisy przeprowadziłam mój niezawodny test na skuteczność, któremu poddaję wszelkie mleczka i balsamy do ciała. Mam suche i szorstkie stopy, na których mało co robi wrażenie, więc żeby przekonać się o działaniu kosmetyku po prostu smaruję je na noc, a rano okazuje się, czy faktycznie wpłynął na skórę. Niska cena tego mleczka nie napawała mnie specjalnym optymizmem, stąd moje zdziwienie było gigantyczne: zastałam miękkie, nawilżone stopy, gładsze i jakby jędrniejsze. Podobnie poprawił się stan łokci i kolan, czyli tych najbardziej problematycznych miejsc. Melisa zaliczyła więc sprawdzian na 5+ 🙂

Podsumowując: znalazłam balsam więcej niż przyzwoity za śmieszną cenę. Przyjemny w użyciu, praktyczny, a co najważniejsze – zgodnie z obietnicą producenta – silnie nawilżający i lekko ujędrniający. Moja skóra wręcz spija go i ewidentnie jest tym zachwycona 😉 Jeśli zmagacie się więc z uczuciem suchości, szorstkości czy ściągnięcia szczerze polecam Wam Melisę, która pomoże zminimalizować ten nieprzyjemny stan. Ja na pewno jeszcze się z nią nie rozstaję 🙂

Pozdrawiam, Karolina

Reklamy

Złote zasady pielęgnacji

Hej!

Przede mną pierwszy „konkretny” post, a ja nie czuję się gotowa. Tak mi jakoś niezręcznie i nie do końca wiem, jakim tematem powinnam otworzyć Zacne lico. Postanowiłam więc opowiedzieć Wam troszkę o mojej filozofii pielęgnacyjnej czy też złotych zasadach pielęgnacji, jak to szumnie nazwałam, które choć są oczywiste aż do bólu, często umykają nam w codziennym pędzie. Zapraszam!

złote zasady pielęgnacji

1. Dogłębnie oczyszczaj

Zmycie makijażu to jeszcze NIE dogłębne oczyszczanie. Mycie włosów delikatnym szamponem bez SLS też NIE. Czysta twarz wymaga codziennego, wieloetapowego i delikatnego oczyszczania, by móc odpłacić nam się pięknym wyglądem. Z włosami rzecz ma się odwrotnie: codzienne mycie, zwłaszcza przy pomocy silnych detergentów, pozbawia  je ich naturalnej ochrony i sprawia, że stają się kruche, matowe i szybciej się przetłuszczają. Na silniejsze szampony stawiajcie, w zależności od potrzeb, raz na tydzień czy dwa, a szybko zaobserwujecie poprawę ich kondycji. Dla mnie były to najważniejsze do tej pory zmiany w sposobie pielęgnacji, które przyniosły najlepsze efekty.

2. Znaj swoje potrzeby

Podział typów cery na suchą, tłustą i mieszaną powstał nie bez kozery. Jest to podstawa dla doboru odpowiednich kosmetyków i metod pielęgnacyjnych. Jeśli chcemy więc efektywnie dbać o swoją skórę wiedzmy, czego w danej chwili potrzebuje. Suchą natłuszczamy, tłustą nawadniamy (o tym, dlaczego tak, a nie inaczej przeczytacie w punkcie trzecim)zanieczyszczoną oczyszczamy silniej niż normalną, a o odwodnioną dbajmy przede wszystkim od środka. Dodatkowo naczynkową wzmacniamy, wrażliwą uspokajamy. Jeżeli macie problem z określeniem swojego typu, TUTAJ znajdziecie przystępny przewodnik, zawierający podstawowe rozróżnienie typów cery.

Określenie potrzeb włosów może być trochę (niedomówienie roku…;)) bardziej skomplikowane. Suche, tłuste, tłuste u nasady a suche na końcach, wysokoporowate, niskoporowate, elastyczne, grube, cienkie, gęste, rzadkie… Możliwości jest bardzo wiele. Dlatego ponownie odsyłam TU –  do zwięzłego vademecum, a sama na pewno napiszę na ten temat w przyszłości.

3. Zachowuj równowagę

Nie ma nic lepszego dla zdrowia i wyglądu niż równowaga. Oznacza to po pierwsze, że nadmiar pielęgnacji może być równie szkodliwy, jak jej brak. Po drugie, zachowanie naturalnej równowagi skóry jest kluczem do jej pięknego wyglądu. Być może spotkałyście się z określeniem skóry jako płaszcza wodno-lipidowego – takie ujęcie daje nam być może najcenniejszą pielęgnacyjną wskazówkę. Poniższy wysoce zaawansowany 😉 schemat zobrazuje Wam skład tłuszczy (lipidów) oraz wody w poszczególnych typach cery:

Równowaga skóry

Wnioski? Cera normalna – najlepsza z możliwych – to taka, w której tłuszcze i woda równoważą się. Cerze suchej (wbrew pozorom) brakuje tłuszczy, a cerze tłustej – wody. W związku z tym suchą skórę natłuszczamy, tłustą nawadniamy, a normalną możemy zostawić w spokoju 😉

Mam nadzieję, że moje złote zasady przydadzą się Wam w usprawnieniu codziennej pielęgnacji. Są to podstawy podstaw, o których warto zawsze pamiętać. A może dodałybyście coś do tej krótkiej listy? Czekam na Wasze propozycje 🙂

Pozdrawiam, Karolina