Jakie są moje włosy?

Hej!

Po kilku miesiącach włosomaniactwa dobrnęłam do punktu, w którym już całkiem nieźle znam swoje włosy i ich potrzeby. A ponieważ będę pisać o nich na pewno jeszcze nie raz (i nie dwa), chciałabym nieco przybliżyć ich „sylwetkę” i w ten sposób stworzyć pewien punkt odniesienia dla wszelakich recenzowanych przeze mnie produktów czy metod pielęgnacyjnych 🙂

Wyglądają tak:

zacne lico - włosy

Na tym zdjęciu włosy są rozprostowane i nieco spuszone dzięki szałwii, a także lekko zmierzwione wiatrem 😉 Kolor niemal idealnie oddaje ten rzeczywisty.

Jak widzicie, mam kudełki średniej długości, dość gęste, ale także cienkie. Ich niegdyś wysoka porowatość teraz jest średnia. Oprócz wspomnianego puszenia i okazjonalnego zbijania się w strączki wykazują w ostatnich tygodniach tendencję do lekkich przesuszeń, stały się także bardziej kruche niż zazwyczaj. Nie narzekam za to na ich objętość – zarówno przy głowie, jak i na długości są puszyste i generalnie raczej lekkie. Przyklap zdarza się rzadko 😉

Moje cele? Wyeliminować ten od dawna niewidziany puch i określić, co jest tu głównym winowajcą oraz zwiększyć elastyczność włosów. Macie pomysły jak to osiągnąć? 🙂 Wszelkie podpowiedzi mile widziane 😉

Pozdrawiam, Karolina

Ratunek dla suchej skóry – mleczko do ciała Melisa

Hej!

Letnie zmagania z przesuszoną od słońca skórą mogą nieźle dać się we znaki. Mimo, że zawsze wychodzę z domu wysmarowana filtrem od stóp do głów i nie noszę choćby najmniejszych śladów opalenizny, problem suchej, szorstkiej skóry i mnie nie ominął. Wybawieniem okazał się kosmetyk kupiony przypadkiem za niecałe 8 zł, ale wart o wiele więcej 😉

Mleczko do ciała Melisa kupiłam w Drogerii Natura. Estetyczne, „czyste” opakowanie mieszczące 200 ml kosmetyku zostało zaopatrzone w wygodną pompkę, która nie dość, że dozuje optymalną ilość kosmetyku, to posiada także blokadę, dzięki której bez obaw możemy wrzucić balsam do torebki.

Mleczko do ciała Melisa

Mleczko do ciała Melisa

Konsystencja mleczka jest lekka, gęsta, ale nie zbita, dzięki czemu bardzo dobrze się je rozprowadza. Zapach? Delikatny i przyjemny, dość typowy dla kosmetyków do pielęgnacji ciała. Największym plusem jeśli chodzi o „fizyczną” stronę Melisy okazało się jednak ekspresowe wchłanianie – już po 2 minutach film przestaje być wyczuwalny na skórze, pozostaje jedynie uczucie nawilżenia i wygładzenia.

Wystarczy szybkie spojrzenie na skład mleczka i już wiadomo, że nawilżać będzie nieźle: zawiera sporo emolientów, w tym masło karite i olej z makadamii, oraz trochę humektantów. Wyciąg z zielonej herbaty i melisy działają natomiast łagodząco, co przydaje się zwłaszcza o tej porze roku.

mleczko melisa

Na początku użytkowania Melisy przeprowadziłam mój niezawodny test na skuteczność, któremu poddaję wszelkie mleczka i balsamy do ciała. Mam suche i szorstkie stopy, na których mało co robi wrażenie, więc żeby przekonać się o działaniu kosmetyku po prostu smaruję je na noc, a rano okazuje się, czy faktycznie wpłynął na skórę. Niska cena tego mleczka nie napawała mnie specjalnym optymizmem, stąd moje zdziwienie było gigantyczne: zastałam miękkie, nawilżone stopy, gładsze i jakby jędrniejsze. Podobnie poprawił się stan łokci i kolan, czyli tych najbardziej problematycznych miejsc. Melisa zaliczyła więc sprawdzian na 5+ 🙂

Podsumowując: znalazłam balsam więcej niż przyzwoity za śmieszną cenę. Przyjemny w użyciu, praktyczny, a co najważniejsze – zgodnie z obietnicą producenta – silnie nawilżający i lekko ujędrniający. Moja skóra wręcz spija go i ewidentnie jest tym zachwycona 😉 Jeśli zmagacie się więc z uczuciem suchości, szorstkości czy ściągnięcia szczerze polecam Wam Melisę, która pomoże zminimalizować ten nieprzyjemny stan. Ja na pewno jeszcze się z nią nie rozstaję 🙂

Pozdrawiam, Karolina

Domowa kuracja przeciwtrądzikowa

Hej!

Od lat borykam się z drobnymi niedoskonałościami skóry. Zazwyczaj to kilka ropnych krostek przed okresem, czasami jednak moją cerę dopada naprawdę zły nastrój i wówczas wyprysków pojawia się mnóstwo, a co gorsza – goją się bardzo topornie. Niestety, z takim stanem rzeczy walczę już od kilku tygodni. Sprawcą prawdopodobnie jest kolejne podejście do ocm, ale szukam też innych podejrzanych 😉

Muszę przyznać, że wpadłam w panikę. Zdarzały się takie dni, że po prostu wstydziłam się wyjść z domu, bo żaden kosmetyk nie był w stanie zakryć tych wszystkich obrzydliwości. Zaczęłam więc, bardzo niemądrze, intensywnie peelingować i maseczkować twarz, co dało efekt odwrotny do zamierzonego – przesuszoną, podrażnioną i bardziej skłonną do ropnych niespodzianek skórę. W końcu babcia zasugerowała mi sposób, który jej samej bardzo pomógł w młodości. Przełamałam opory – o nich za chwilę – i jestem zachwycona!

|www.winiary.pl|

Do przeprowadzenia takiej domowej akcji antyterrorystycznej potrzebujecie… płatków kosmetycznych i kefiru. Tak, kefir cuchnie, więc początki nie są łatwe, ale uwierzcie – warto 😉

Kuracja powinna trwać około 14 dni. Wystarczy po wieczornym oczyszczeniu twarzy nałożyć na nią zanurzone w kefirze płatki kosmetyczne na 10-15 minut, a następnie wszelkie resztki zmyć tonikiem lub hydrolatem. Ja używam do tego celu naparu ze świeżych liści mięty pieprzowej i takie połączenie wpływa na moją skórę fantastycznie. A jeśli wolicie zapobiegać niż leczyć, taka maseczka stosowana raz w tygodniu zupełnie wystarczy. Ale zaraz zaraz, jak to właściwie działa?

Banalnie. Dzięki swojemu kwaśnemu odczynowi kefir stwarza nieprzyjazne bakteriom środowisko. Masowo opuszczają więc one naszą twarz, dzięki czemu nie powstają nowe wypryski, a te starsze szybciej się goją. I faktycznie, już po kilku dniach cera jest widocznie gładsza i czystsza, bardziej miękka. A efekty uboczne, które zauważyłam u siebie to delikatne rozjaśnienie i nawilżenie 🙂 Pewnie dzięki zawartości kwasu mlekowego – chociaż znajdziemy go w kefirze tylko 1%, to  nawet w tak niewielkim stężeniu udaje mu się wywrzeć na skórę pozytywny wpływ.

Co myślicie o takich babcinych sposobach? A może próbowałyście kuracji kefirowej i chcecie podzielić się wrażeniami? Ja gorąco polecam, bo sama pewnie nie raz do niej wrócę 😉

Pozdrawiam, Karolina

Złote zasady pielęgnacji

Hej!

Przede mną pierwszy „konkretny” post, a ja nie czuję się gotowa. Tak mi jakoś niezręcznie i nie do końca wiem, jakim tematem powinnam otworzyć Zacne lico. Postanowiłam więc opowiedzieć Wam troszkę o mojej filozofii pielęgnacyjnej czy też złotych zasadach pielęgnacji, jak to szumnie nazwałam, które choć są oczywiste aż do bólu, często umykają nam w codziennym pędzie. Zapraszam!

złote zasady pielęgnacji

1. Dogłębnie oczyszczaj

Zmycie makijażu to jeszcze NIE dogłębne oczyszczanie. Mycie włosów delikatnym szamponem bez SLS też NIE. Czysta twarz wymaga codziennego, wieloetapowego i delikatnego oczyszczania, by móc odpłacić nam się pięknym wyglądem. Z włosami rzecz ma się odwrotnie: codzienne mycie, zwłaszcza przy pomocy silnych detergentów, pozbawia  je ich naturalnej ochrony i sprawia, że stają się kruche, matowe i szybciej się przetłuszczają. Na silniejsze szampony stawiajcie, w zależności od potrzeb, raz na tydzień czy dwa, a szybko zaobserwujecie poprawę ich kondycji. Dla mnie były to najważniejsze do tej pory zmiany w sposobie pielęgnacji, które przyniosły najlepsze efekty.

2. Znaj swoje potrzeby

Podział typów cery na suchą, tłustą i mieszaną powstał nie bez kozery. Jest to podstawa dla doboru odpowiednich kosmetyków i metod pielęgnacyjnych. Jeśli chcemy więc efektywnie dbać o swoją skórę wiedzmy, czego w danej chwili potrzebuje. Suchą natłuszczamy, tłustą nawadniamy (o tym, dlaczego tak, a nie inaczej przeczytacie w punkcie trzecim)zanieczyszczoną oczyszczamy silniej niż normalną, a o odwodnioną dbajmy przede wszystkim od środka. Dodatkowo naczynkową wzmacniamy, wrażliwą uspokajamy. Jeżeli macie problem z określeniem swojego typu, TUTAJ znajdziecie przystępny przewodnik, zawierający podstawowe rozróżnienie typów cery.

Określenie potrzeb włosów może być trochę (niedomówienie roku…;)) bardziej skomplikowane. Suche, tłuste, tłuste u nasady a suche na końcach, wysokoporowate, niskoporowate, elastyczne, grube, cienkie, gęste, rzadkie… Możliwości jest bardzo wiele. Dlatego ponownie odsyłam TU –  do zwięzłego vademecum, a sama na pewno napiszę na ten temat w przyszłości.

3. Zachowuj równowagę

Nie ma nic lepszego dla zdrowia i wyglądu niż równowaga. Oznacza to po pierwsze, że nadmiar pielęgnacji może być równie szkodliwy, jak jej brak. Po drugie, zachowanie naturalnej równowagi skóry jest kluczem do jej pięknego wyglądu. Być może spotkałyście się z określeniem skóry jako płaszcza wodno-lipidowego – takie ujęcie daje nam być może najcenniejszą pielęgnacyjną wskazówkę. Poniższy wysoce zaawansowany 😉 schemat zobrazuje Wam skład tłuszczy (lipidów) oraz wody w poszczególnych typach cery:

Równowaga skóry

Wnioski? Cera normalna – najlepsza z możliwych – to taka, w której tłuszcze i woda równoważą się. Cerze suchej (wbrew pozorom) brakuje tłuszczy, a cerze tłustej – wody. W związku z tym suchą skórę natłuszczamy, tłustą nawadniamy, a normalną możemy zostawić w spokoju 😉

Mam nadzieję, że moje złote zasady przydadzą się Wam w usprawnieniu codziennej pielęgnacji. Są to podstawy podstaw, o których warto zawsze pamiętać. A może dodałybyście coś do tej krótkiej listy? Czekam na Wasze propozycje 🙂

Pozdrawiam, Karolina

Na dobry początek

Cześć!

Jestem Karolina, a to moje najświeższe dziecko – Zacne lico. Dziecię owe stanowić będzie, przynajmniej w moim pełnym nadziei zamyśle, bazę informacji, doświadczeń i opinii na temat pielęgnacji, makijażu, ale także osobistego rozwoju; nie zabraknie tu również fajnych pomysłów i inspiracji.

A skąd wzięła się skromna matka? 😉 Ano, z Wrocławia, dokąd serdecznie zaprasza. Mówiąc mniej dosłownie, zjawiłam się tu z potrzeby dzielenia się tym, co wiem i tym, co przeszłam. Przez lata czułam się nieatrakcyjna, chowałam się za ciemnymi ciuchami za dużymi o kilka rozmiarów i dziwnymi (naprawdę dziwnymi, uwierzcie) włosami. Nie dawałam sobie cienia szansy, by poczuć się dobrze we własnej skórze. Zmiana w moim podejściu zaczęła wkradać się niepostrzeżenie dopiero pod koniec liceum, i trwa do dzisiaj. Ciągle uczę się, jak dbać o siebie, jak siebie lubić. Mam nadzieję, że w tej nauce będziecie mi towarzyszyć 🙂

Zapraszam więc serdecznie, już w najbliższym czasie pojawią się pierwsze recenzje, inspiracje, porady.

pierwsza

Nie przegapcie!